Borg / McEnroe między odwagą a szaleństwem – recenzja filmu

Porządny kawałek historii tenisa, emocje, dobra gra aktorska – właściwie wszystko jest w tym filmie. Poszłam do kina bo kocham tenis. Myślę jednak, że wiele osób, nie tylko sportowców, z ciekawością obejrzy ten film.

Borg McEnroe

Mamy rok 1980, dwie gwiazdy tenisa zagrają finał na wimbledońskiej trawie.

Akcja toczy się wokół tego wydarzenia. Śledzimy losy obu zawodników, często cofając się do przeszłości. Sam finał Wimbledonu jest finałem filmu. Więcej miejsca zdecydowanie poświęcono Borgowi i to o jego „stawaniu się mistrzem” dowiadujemy się najwięcej. Jak się okazuje początkowo, jako nastoletni tenisista, Borg był równie wybuchowy co McEnroe. Dla mnie szczególnie wzruszającą sceną jest kiedy jako dziecko, na podwórku odbija piłkę rakietą tenisową, o drzwi garażu. Coś mi to bardzo przypominało … Zobaczyłam w tej scenie jak sama miałam w podobnym wieku wielkie marzenia sportowe i codziennie biegałam poodbijać. Co prawda w roku 1980 jeszcze mnie nie było na świecie ale pojawiłam się niedługo potem i również grałam tymi drewnianymi rakietami jako 5-9 letnie dziecko. Doskonale czułam ten stan, kiedy w głowie nie ma ograniczeń, świat stoi otworem, a ty chcesz tylko grać jak najwięcej. Nie zdziwiła mnie odpowiedź bohatera w filmie, na pytanie:

Gdzie chcesz dojść?

– Chcę być najlepszy.

W Szwecji?

– Nie, na całym świecie.

Jest to z resztą obraz, który powraca też w głowie Borga podczas pamiętnego finału. Jest katalizatorem, tego co w jego grze najlepsze. Sama często mówię zawodnikom, że motywacja wewnętrzna do ciężkiej walki na korcie czy boisku albo macie bierze, się właśnie z takich momentów. Dlaczego zacząłeś ten sport? Co jest Twoim po co. Kiedy jest Ci trudno przypomnij sobie te chwile, te marzenia, tą chęć bycia najlepszym.

Ten film starał się pokazać jak zawodnicy odczuwają presję, jak sobie z nią radzą. Jak różne mogą mieć sposoby, jak kierować emocjami. Oczywiście jest to zrobione w bardzo uproszczony sposób, na ile fabuła filmu pozwalała. Chętnie bym wysłuchała komentarza obydwu graczy do tego filmu dzisiaj, aby dowiedzieć się jeszcze więcej o tym co działo się w ich głowach. Słyszałam jeden komentarz, że do dziś pamiętają niemal każda piłkę tego meczu. Niewiarygodne! Doskonale też był ukazany problem „tenisowej sławy” życia na walizkach, przesądów i rutyn przed meczowych.

Sama rekonstrukcja meczu robi wrażenie – w ogóle się nie dłuży choć przecież znamy wynik. W dodatku główni aktorzy są tak dobrze dobrani – po prostu sobowtóry Borga i McEnroe z tamtych lat. Warto iść do kina bo mamy ciekawy scenariusz, dużo emocji, dobra grę aktorską i zapamiętajcie radę trenera …

… tylko jeden punkt naraz

 

może niedługo sięgnę także po książkę

Borg McEnroe

 

 

 

 

 

 

 

Podziel się artykułem